Każda z nas ma ich pełno, bez metek, etykiet, o zagadkowym składzie i grubości. Trudno nawet powiedzieć skąd się biorą często to takie darowanki od różnych cioć „ty szydełkujesz to Ci się przyda taki ładny spory motek” oczywiście motek ma co najwyżej 70g i nieznane pochodzenie, ale przecież żadna dziewiarka tego nie wyrzuci! O nie nie, to się chowa do szafy i do „czegoś tam zużyje”.

Pomysłów na zużycie jest mnóstwo tylko zwykle nie obejdzie się bez łączenia tych wszystkich resztek w całość. I tu pojawia się problem, bez metki można się domyślać składu, ale na pewno nie zgadnie się jego dokładnych proporcji. To samo z grubością nitki.

Jeśli chodzi o szydełko to ja osobiście i tak rzadko stosuję zalecane przez producenta. Producent tylko sugeruje, ale każdy szydełkuje inaczej napinając nitkę, robiąc ściślejsze lub luźniejsze oczka. Zawsze trzeba wykonać próbkę. Nie musi być duża, ale zrobić trzeba. To naprawdę dla naszej oszczędności czasu, żeby później nie trzeba było pruć.

Gdy chcemy połączyć ze sobą różne włóczki różnego pochodzenia ja zawsze robię dwie osobne próbki dobierając szydełko, ale nie tylko. Mierzę wykonane próbki, piorę obie razem, a po wysuszeniu nie tylko mam informację czy żadna nie zafarbuję, ale także po ponownym zmierzeniu sprawdzam czy zmienił się ich rozmiar. Pozwala to na uniknięcie niemiłej niespodzianki kiedy napracujemy się nad jakimś dużym projektem, a po upraniu okaże się, że nasza praca poszła….

Nie ma konieczności dobierania włóczek tego samego gatunku. Naprawdę fantastyczne, ciekawe wzory można stworzyć łącząc gładką bawełnę z jakimś włochatym moherem, tylko trzeba wcześniej wykonać próbki.

Pozdrawiam i zachęcam do zużywania swoich zapasów.

P.S. Zadziwia mnie, że mimo iż cały czas staram się wymyślać coś z „resztek” to w moich zapasach wciąż jest ich całe mnóstwo.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *