Nie bardzo wiem od czego zacząć. Może od tego, że moja chrześnica miała ostatnio 7 urodziny i jak każda dziewczynka w tym wieku aktualnie jest zakochana w jednym zwierzątku. Oczywiście to jednorożec – abstrakcyjne zwierzę z krainy marzeń, albo jak kto woli po prostu koń z rogiem.

Po tym wstępie mogę już w końcu Wam zdradzić, że ja nigdy w życiu nie robiłam amigurumi… A tu od razu jednorożec…. Ale dziecka przecież nie można zawieść, trzeba było walczyć. Wybrałam najprostszy, nieambitny wzór, bo czas naglił, mam dużo projektów zaczęte i nie chciałam porywać się z motyką na słońce.

szydełkowy jednorożec

Pierwszy problem: w gazetce, w której znalazłam wzór nie było podane ile  potrzeba włóczki, a ja doświadczenia w tej kwestii nie mam. Znalazłam spory biały motek, który „powinien wystarczyć”, a nawet gdyby nie, to przecież biały kolor, dobiorę coś. Jednorożec szybko miał głowę.  Zaskakująco szybko, ale też z motka sporo ubyło… to może zrobię te  drobne części…. Szybko powstały uszy i przednie łapki. Zaczęłam dobierać jakiś piały motek. Miało być łatwo… Ha ha ha… W końcu na stercie rzeczy do sprucia znalazłam coś co najbardziej przypominało ten kolor.  Zrobiłam korpus i…

Problem nr dwa:  kolor może i by przeszedł, ale okazało się, że to co znalazłam jest cieńsze od tego co robiłam wcześniej, więc mój jednorożec miał nieproporcjonalnie dużą głowę w stosunku  do tułowia… Okej przełykamy ślinę, przynajmniej zostało jeszcze sporo do prucia (szkoda, że nie znalazłam tego wcześniej). Dobra zagryzamy zęby – przynajmniej szybko się robi, więc od nowa jednorożec musi dostać głowę, uszy, łapki. Nawet szybko poszło i wtedy….

Problem nr trzy: jak to wszystko pozszywać? W teorii to jakoś oczywiste, ale przyznam się szczerze, że właśnie w tym momencie mój jednorożec sprawił mi najwięcej problemu. Ale teraz już się nie wycofam… Jakoś przez to przebrnęłam.

Musiałam jakoś wynagrodzić sobie starania, więc puściłam wodze fantazji i jednorożec dostał moje indywidualne dodatki. Grzywa inna niż w projekcie oryginalnym, choć podpatrzona gdzieś na pintereście i jeszcze kilka błyskotek pod kolor.

jednorożec

Po tych zmaganiach dla mnie najważniejsze było „WOW JEDNOROŻEC”. I nie ważne, że był tylko częścią prezentu. Reszta pozostała niedostrzeżona, za to rogaty konik natychmiast zajął miejsce w wózku dla lalek i dostał imię Błyszczek. Najważniejsza radość dziecka – mission completed.  Robienie amigurumi sprawiło mi trochę problemu i pewnie zbyt mocno mnie nie pochłonie, ale mam w głowie jeszcze jeden projekt – nic nie obiecuję, zobaczymy co z tego wyjdzie…

 

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *